Jak to się zaczęło? (czyli krótka historia). Można powiedzieć, że połączyły nas getry. A w zasadzie niechęć do nich. Pewnego dnia na warsztatach teatralnych powiedziałam, żeby prowadzący sam sobie założył te getry, po czym okazało się, że stał tuż za mną. Wasza reakcja przekonała mnie, że trafiłam na właściwych ludzi J (okazało się, że nie tylko miałam dosyć występowania w obcisłych czarnych getrach). Warsztaty szybko sobie darowaliśmy, ale znajomość została do dziś (to już prawie 5 lat). I nadal mamy kontakt z teatrem, choć o nieco innym charakterze. Druga cześć teamu pojawiła się na horyzoncie, kiedy wygnana chęcią albo przymusem (jak kto woli) dalszej nauki wyjechałam do większego miasta. Na początku było obco i samotnie, dziś nasza mafia liczy tyle osób, że trudno by było się zmieścić na jednej imprezie. Chociaż...
look /
add to my guests` book
2012
majkwiecieńmarzeclutystyczeń2011
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2010
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2009
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2008
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2007
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiec
blogg
from:
Blogowicz
made by:
N`talia
credits:
photo,
brushes
Team - odsłona drugaLink :: 02.07.2007 :: 23:36

A fotkę Basza oczywiście robiła. Nasz nadworny fotograf. Pokłony mistrzyni obiektywu.
A teraz kolej na młodszą edycję Timu, czyli tą z metropolii, którą zapoczątkowała Vraczara
wyjeżdżając hen niewiadomo gdzie na studia. Tam też stworzyło się Ovcie w całej swojej
krasie i przypale. Hmm Ovcie... czemu właśnie tak? Bo na pierwszym roku na zajęciach Ovcie
chciało się popisać znajomością języka i zamiast rzec voće i povrće (a myli mi się to do dziś
i się muszę zastanawiać za każdym razem) z rozpędu powiedziało ovće povće.... I kiedy nagle
wszystko dookoła rozwaliło swoje gęby w szerokim uśmiechu Ovcie Povcie zrozumiało, że chyba
strzeliło jakąś gafę. Zresztą gafy robię do dziś pytając na przykład Baszy gdzie kupiła ten fajny
szalik, podczas gdy dostała go na urodziny od Timu :D
Mówi się o mnie, że nigdy nic nie wiem i że mam zajebisty śmiech (czytaj- nagminnie mnie
naśladują tylko po to by dostać takiej chichawki, że ledwo co się nie poszczają) czyli mniej więcej tak Łaaaa-
hahaha-haha-haha-ha Łaaaa-hahaha-haha-haha-ha -> przypominam o pracy głowy, która powinna
poruszać się do przodu i wracać- mistrzem jest tu Basza. Nie należy też zapominać o kultowych tekstach
„Łóżko Ovcia jest łóżkiem Ovcia” i „Do łazienki się puka a nie zagląda” to tak apropos ostatniej żurki
ogrodowej. Ahaaaa... I najważniejsze. Oświadczyłam się Mistrzowi Zet i zostałam przyjęta.
On przejmuje moje nazwisko, a ja jego. Doskonale się dogadaliśmy.. planujemy się
zdradzać i podpisujemy intercyzę. Już nie mogę się doczekać nocy poślubnej kiedy ....a może
szczegółów naszego przyszłego pożycia małżeńskiego nie będę zdradzać :D
Ovcie
Komentuj (2)