Jak to się zaczęło? (czyli krótka historia). Można powiedzieć, że połączyły nas getry. A w zasadzie niechęć do nich. Pewnego dnia na warsztatach teatralnych powiedziałam, żeby prowadzący sam sobie założył te getry, po czym okazało się, że stał tuż za mną. Wasza reakcja przekonała mnie, że trafiłam na właściwych ludzi J (okazało się, że nie tylko miałam dosyć występowania w obcisłych czarnych getrach). Warsztaty szybko sobie darowaliśmy, ale znajomość została do dziś (to już prawie 5 lat). I nadal mamy kontakt z teatrem, choć o nieco innym charakterze. Druga cześć teamu pojawiła się na horyzoncie, kiedy wygnana chęcią albo przymusem (jak kto woli) dalszej nauki wyjechałam do większego miasta. Na początku było obco i samotnie, dziś nasza mafia liczy tyle osób, że trudno by było się zmieścić na jednej imprezie. Chociaż...
look /
add to my guests` book
2012
majkwiecieńmarzeclutystyczeń2011
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2010
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2009
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2008
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2007
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiec
blogg
from:
Blogowicz
made by:
N`talia
credits:
photo,
brushes
O KUPIE SŁÓW KILKA ...Link :: 04.07.2007 :: 05:43

Kiedyś szeregi drużyny ZET zapełniał jeszcze lachon zwany K. Kupą ... lecz obecnie niełaskawy los pokrzyżował nasze plany na wspólne życie z nią...
K. zawsze w charakterystyczny sposób wiązała swoje włosy w kucyk tak , że jej oczy stawały się conajmniej 2x większe, a właścicielka zwykle potem miała potem problem z zamknięciem oczu. Kitka owa przy jej charakterystycznym wahadłowym chodzie poruszała się w specyficzny sposób imitując przy tym śmigło ...
A oczy ... oczy zwykle miała pomalowane tandetnym zielonym cieniem (w kształt a'la kocie oko) co niesamowicie kontrastowało z jej różowym błyszczykiem. Kiedy K. wychodziła na ulice w czerwonej mini i białym gorsecie, który ledwo zakrywał jej piersi nie było hultaja we wsi, który by się za nią nie obejrzał ...
lecz K. po pewnym czasie zmieniła image i wyglądała niczym choinka moro ! ( to pewnie był taki kamuflaż żeby się przed nami ukryć bo była w tym czasie widocznie zniesmaczona naszym istnieniem. )
Wspomnieć należy o legendarnym czerwonym płaszczyku K. Kupy, który jak sie okazuje był po prostu czerwoną błyszczącą kurteczką także dla niej charakterystycznej. Nazwe te wymyśliłam razem z Vraczarą ... nie to żebyśmy były jakieś złośliwe :P
Pamiętam jak dziś pewną rozmowę w Archeo ( jednej z ulubionych knajp drużyny ZET)
Rzólu dowiedziawszy się o istnieniu czerwonego płaszczyka ( nie wiedząc oczywiście ze to kurteczka kupy) pyta się K. :
- K. słuchaj pokazałabyś mi ten nowy płaszczyk
My ( Maja i Vraczara) popatrzyłyśmy sie na siebie badawczo i po sekundzie wybuchnelysmy parskliwym śmiechem o mało nie wpadając przy tym pod stolik ... wyglądało to conajmniej dziwnie bo darłyśmy łacha pół godziny ...
K. natomiast ze swoją swochowaną miną stwierdziła, że ona niestety nie wie o so chozi patrzywszy sie na nas przy tym ze wstrętem :P
No i tak została ochrzczona przez nas panną w czerwonym płaszczyku ...
Od K. Kupy wzięło się klepanie konia !
KLEPANIE KONIA jest to ruch polegający na energicznym poklepywaniu po plecach z osobą, zarówno przy pożegnaniu jak i powitaniu nie zapominając również o charakterystycznym odgięciu tułowia do tyłu !
Ostatni raz widziałam ją na imprezie u Vraczary, kiedy zarzygała tam śmietnik ...
Wyrzuciwszy wszystkie swoje żale i złości do komitywy KATE & VRACZARA słuch o niej zaginął ...
(notka powstała po wczorajszych przemyśleniach o K. Kupy dziś na lekkim kacyku po komandosie ! )
MaYa
Komentuj (1)