Pływać każdy może... czyli Mistrzu w wodzie.
Sierpień 2006 upływał u mnie pod znakiem choroby. Zapalenie oskrzeli i przewlekła angina.
Już niemalże wyleczony postanowiłem wraz z Drużyną Zet udać się na kilkudniowy wypad za miasto.
Komorów wydał się nam najlepszym miejscem, ze względu na dostęp do wody. Po wchłonięciu kilku kropel
etanolu, wbrew ogólnym sprzeciwom, postanowiłem się wykąpać. Niewiele myśląc (jak zwykle) wskoczyłem
do zimnej wody. Po wyjściu usiadłem pod drzewem i przykryłem się ręcznikiem. Dziewczyny poszły spać.
Następnego poranka, w stanie śmierci gardłowej, znów usiadłem pod tym samym drzewem. Gdy kobiety wyszły
ze swoich namiotów, zastały mnie w tym samym miejscu i w tej samej pozycji, co poprzedniego wieczora.
Za swoimi plecami usłyszałem:
Rzólu: Ty, jak szłam spać to on już tam siedział!
Maja: To co? Całą noc tu siedział?
Vraczara: Nie, no musiał spać w namiocie, bo materac pompował co dwie godziny. Nie słyszeliście?
Cisza, cisza i nagle słyszę - 'Kurwa mać' i pompuje.
Wieczorem z gorączką postanowiłem wrócić do domu. Gdy przyjechał transport, dziewczyny wraz
z latarkami, postanowiły odprowadzić mnie do drogi. Szlismy przez jakieś pole. Około dwudziestu metrów,
od drogi, pożegnałem dziewczyny i powiedziałem, że dam sobie radę. Dziesięć sekund później, dziewczyny
usłyszały plusk, gdy wylądowałem w przydrożnym rowie wypełnionym wodą, z plecakiem i gitarą na plecach.
Mistrzu Zet
____________________________________________________________________________________________
Kąpiel Mistrza Zet...

Na specjalne życzenie, zdjęcie dodała Vraczara
Taaaaaaaaaaak. Niezapomniany pobyt w Komorowie. Na pomysł wyjazdu wpadliśmy siedząc w parku i popijając
wysublimowane trunki zakupione w okolicznym spożywczym. Ktoś rzucił hasło POJEDŹMY GDZIEŚ, reszta
podchwyciła pomysł. Po krótkiej naradzie wybór padł na Komorowo bądź Komorów. Po kilku dniach wybraliśmy
się do supermarketu po niezbędne na 4 dni produkty (nie zapomnę miny mojej mamy jak przynieśliśmy z Mistrzem
zakupy do domu i na jej pytanie co kupiłam bez wahania zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że 16 piw i 2 wina).
Podróż samochodem też była niezapomniana szczególnie dla tych, którzy jechali moim samochodem z
nadmuchanym niebieskim materacem na kolanach, który zasłaniał cały widok z okna. Rzólu jak nas zobaczyła
na parkingu to mało nie padła ze śmiechu. Przenoszenie tych bagaży z samochodu tez trochę potrwało
szczególnie, że oprócz plecaków mieliśmy 2 materace, śpiwory, gitarę, 3 namioty i parę siatek z prowiantem.
Tylko Ola zmieściła się w jeden plecak, ale w końcu harcerka. Rozbić namiot i zagotować wodę też w sumie
tylko ona potrafiła. Ale my w przeciwieństwie do Majki mieliśmy chociaż nadające się do jedzenia produkty.
Nasza koleżanka nie miała ani szczoteczki ani pasty ani śpiwora ani sztućców ani herbaty ani zapasów.
Wzięła po prostu namiot. No i siebie oczywiście :D Najczęstszym jej tekstem było
MAJA: WSTAWIAMY WODE NA HERBATĘ?
MY: A MASZ HERBATĘ?
MAJA: NIE
MY: A MASZ KUBEK?
MAJA: NIE
MY: A MASZ CUKIER?
MAJA: NIE, ALE PRZECIEŻ WY MACIE
Zapasów alkoholowych starczyło na jedną noc. Następnego dnia po kąpieli Mistrzu z Rzólem
i Majką wybrali się po tanie wina. Rzólu przebiła samą siebie wybierając MOCNY JAK BYK
za 3.90 ( 4.10 z kaucją). Mistrzu przezornie nie pił i przed nocą zdezerterował, a my miałyśmy
mały kryzys, bowiem całą noc wkręcałyśmy sobie, że wokół namiotu kręci się Ed Nożownik
i Ben Dusiciel. Ostatniego dnia naszego pobytu widać już było (albo bardziej czuć) ślady tych
kilku dni bez łazienki.
Vraczara